GRZEBIEMY
Czytamy, szukamy, słuchamy. Interesują nas słowa, smaki, rytuały, historie i małe absurdy, które naprawdę należą do miejsca.
BEZ CZARÓW. ZA TO Z CHARAKTEREM.
Nie zaczynamy od zabytków. Zaczynamy od ludzi. Grzebiemy w lokalnych słowach, smakach, historiach i rzeczach, których nie ma w przewodniku. Potem kombinujemy, co z czym połączyć, żeby swoi powiedzieli: „no właśnie”.
Czytamy, szukamy, słuchamy. Interesują nas słowa, smaki, rytuały, historie i małe absurdy, które naprawdę należą do miejsca.
Bo internet swoje, a ludzie swoje. Pomysły konfrontujemy z osobami, które tam mieszkają, mieszkały albo po prostu wiedzą, dlaczego „flizy” to nie tylko płytki.
Gołąb spotyka smoka. Syrenka ląduje w słoiku. Z lokalnych symboli, słów i skojarzeń szukamy jednego pomysłu, który opowie o miejscu bez rysowania panoramy miasta.
Budujemy kompozycję, ilustrację i typografię. Łączymy elementy, przesuwamy, zmieniamy kolory, wyrzucamy rzeczy i czasem zaczynamy od nowa. Wszystko musi w końcu wyglądać jak OJACIE.
Pokazujemy, słuchamy i poprawiamy. Jeśli swoi nie łapią żartu albo coś za bardzo pachnie pocztówką z kiosku, wracamy do roboty.
Kiedy wszystko w końcu gra, plakat trafia na papier. Drukujemy w Polsce i przygotowujemy go do drogi na nową ścianę.